Nowy sezon NHL przyniósł nam kolejną porcję młodych talentów, które miały rozkochać w sobie kibiców, wywrócić hierarchię do góry nogami i pokazać, że przyszłość ligi jest w naprawdę dobrych rękach. Jedni weszli do najlepszej hokejowej ligi świata z butami, inni potrzebowali kilku spotkań, żeby zrozumieć, że tutaj nawet najpiękniejszy drybling może skończyć się wizytą na bandzie.
I właśnie dlatego uwielbiam obserwować pierwszoroczniaków. Statystyki są ważne, ale czasami znacznie ciekawsze jest to, czego nie znajdziemy w tabelce. Sposób poruszania się po lodzie, reakcja na presję, umiejętność wygrywania pojedynków, podejmowanie decyzji pod naciskiem rywala. NHL nie jest ligą, w której można przez pół sezonu udawać, że wszystko jest w porządku.
Na początku listopada mamy już pierwsze poważniejsze sygnały. James Hagens prowadzi w punktacji rookie, Gavin McKenna i Trevor Connelly depczą mu po piętach, a Michael Brandsegg-Nygård wyrasta na jednego z najbardziej niedocenianych zawodników tej klasy. Z kolei Anton Frondell i Ivar Stenberg pokazują, że potencjał nie musi oznaczać wyłącznie efektownych zagrań.
Nie zamierzam jednak robić kolejnego zestawienia, w którym wszyscy są wspaniali, każdy ma ogromny potencjał, a przyszłość maluje się w różowych barwach. Niektórzy rzeczywiście imponują. Inni mają problemy. I właśnie o tym warto rozmawiać.
James Hagens. Cichy kandydat, który przestał być cichy
Zacznijmy od zawodnika, którego nazwisko powinno pojawiać się coraz częściej w dyskusjach o Calder Trophy. James Hagens z Boston Bruins zgromadził 12 punktów w 16 spotkaniach. Sześć goli, sześć asyst i 0,75 punktu na mecz.
To nie jest jeszcze produkcja, która pozwala ogłaszać narodziny kolejnego supergwiazdora, ale w przypadku pierwszoroczniaka robi wrażenie. Szczególnie kiedy spojrzymy na kontekst.
Hagens nie musi być najbardziej efektownym zawodnikiem na lodzie. Nie musi też za każdym razem wyczarowywać czegoś, co będzie krążyć po mediach społecznościowych przez następne trzy dni. Jego największym atutem jest regularność. Potrafi znaleźć się we właściwym miejscu, wykorzystać sytuację i dołożyć punkty.
Właśnie takich zawodników potrzebują Bruins. Boston nie jest drużyną, która może pozwolić sobie na sezon eksperymentów i bezustannego czekania, aż młodzi łaskawie zaczną grać na miarę oczekiwań.
Hagens daje konkretną produkcję. A w NHL konkrety są znacznie ważniejsze niż efektowne deklaracje.
Co ciekawe, przed sezonem nie wszyscy stawiali go na samym szczycie list rookie. W rankingach fantasy NHL.com wyżej znajdowali się między innymi Gavin McKenna, Ivar Stenberg czy Porter Martone. Tymczasem Hagens na razie robi swoje i nie ogląda się na konkurencję.
Moim zdaniem to jeden z zawodników, których w listopadzie należy zacząć traktować poważnie w wyścigu o Calder Trophy.
Gavin McKenna. Największy talent, ale niekoniecznie najłatwiejszy start
Jeżeli chodzi o potencjał, Gavin McKenna nadal pozostaje jednym z najciekawszych nazwisk całej klasy.
Toronto Maple Leafs otrzymali zawodnika, który potrafi robić rzeczy nieosiągalne dla większości hokeistów. Problem polega na tym, że talent nie zawsze od razu przekłada się na dominację.
McKenna w pierwszych spotkaniach miał problemy z fizycznością. Bywał zbyt miękki przy bandach, przegrywał pojedynki o krążek i popełniał błędy we własnej tercji. W meczu otwierającym sezon jego strata doprowadziła do gola Alexandre’a Carriera.
Nie wyglądało to dobrze.
Szczególnie niepokojąco prezentowała się współpraca z Williamem Nylanderem i Johnem Tavaresem. Trio kontrolowało zaledwie 25,4 procent oczekiwanych goli przy grze pięciu na pięciu i zostało przegłosowane bramkowo 0:3.
Jeżeli ktoś oczekiwał, że McKenna natychmiast stanie się zbawicielem Toronto, powinien trochę ochłonąć.
Ale właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część historii.
Po trudnym początku młody skrzydłowy zaczął wyglądać znacznie lepiej. W dwóch kolejnych spotkaniach zdobył trzy punkty. Trafił pięknym strzałem przeciwko Nashville Predators, pokazał kreatywność w rozegraniu i coraz częściej wykorzystywał swoje umiejętności w ciasnych przestrzeniach.
Jego największym atutem pozostaje zdolność do tworzenia czegoś z niczego. Potrafi zatrzymać się na lodzie, zmienić tempo, oszukać przeciwnika i znaleźć kolegę z drużyny tam, gdzie inni widzą jedynie ścianę obrońców.
Na początku listopada ma 11 punktów w 17 spotkaniach. Pięć goli, sześć asyst.
To bardzo solidny wynik.
Nie zamierzam jednak udawać, że wszystkie jego problemy zniknęły. McKenna nadal musi nauczyć się wygrywać fizyczne pojedynki i ograniczać błędy. W NHL przeciwnicy szybko odkrywają słabości, a później bezlitośnie je wykorzystują.
Jeśli jednak Toronto będzie cierpliwe, może mieć w rękach zawodnika, który za kilka lat będzie jednym z najbardziej ekscytujących skrzydłowych ligi.
Trevor Connelly. Vegas znalazło zawodnika, który potrafi strzelać
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
Abonament miesięczny | 27 zł |

