Są w NHL zawodnicy, których trudno sobie wyobrazić poza lodowiskiem. Nie dlatego, że nie potrafią żyć bez hokeja, ale dlatego, że przez lata oglądaliśmy ich w takiej wersji, która wydawała się niemal niezniszczalna. Jarome Iginla był właśnie jednym z nich. Facet, który przyjmował ciosy, grał ze złamaniami, przepychał się z największymi twardzielami ligi i potrafił w pojedynkę ciągnąć za sobą całą drużynę. Dzisiaj docierają do nas informacje, które naprawdę trudno przyjąć z obojętnością. Legenda Calgary Flames zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi, w tym neurologicznymi. A ich możliwa przyczyna jest wyjątkowo niepokojąca.
I nie chodzi o kolejny uraz odniesiony na lodzie. Nie chodzi też o konsekwencje jednego z tych brutalnych wejść, po których Iginla wstawał, otrzepywał rękawice i wracał do gry. Tym razem sprawa jest znacznie poważniejsza. Sam zainteresowany przyznaje, że od dłuższego czasu szuka odpowiedzi na pytanie, co właściwie dzieje się z jego organizmem. 49-letni członek Hockey Hall of Fame zdecydował się zabrać głos po tym, jak w internecie zaczęły krążyć niepokojące nagrania z jego udziałem. I dobrze zrobił. Bo skala spekulacji była już naprawdę spora.
Człowiek, który przez lata wydawał się niezniszczalny
Zacznijmy od tego, kim jest Iginla dla hokeja. Bo mam wrażenie, że młodsi kibice, którzy poznali NHL dopiero w ostatnich latach, mogą nie do końca rozumieć, jak wielkim zawodnikiem był Kanadyjczyk.
1554 mecze w sezonie zasadniczym NHL. 625 bramek. 675 asyst. Łącznie 1300 punktów. Do tego 81 występów w play-offach i kolejne 68 punktów. Dwadzieścia sezonów w najlepszej lidze świata, pięć różnych klubów i kariera, której nie trzeba specjalnie upiększać, żeby robiła wrażenie.
Ale liczby to tylko część historii.
W Calgary spędził niemal 16 sezonów. Zdobył dla Flames 525 bramek i zanotował 1095 punktów w 1219 spotkaniach. Do dzisiaj pozostaje klubowym rekordzistą pod względem liczby rozegranych meczów, goli i punktów. Przez dziesięć sezonów nosił kapitańskie C na piersi. Nie był zawodnikiem, który przychodził do pracy, robił swoje i znikał w szatni. To wokół niego budowano tożsamość drużyny.
Najlepiej pamiętam oczywiście play-offy z 2004 roku. Calgary nie miało wtedy składu, który na papierze powinien walczyć o Puchar Stanleya. A jednak Flames dotarli do siódmego meczu finału przeciwko Tampa Bay Lightning. Iginla zdobył w tamtych play-offach 13 bramek i 22 punkty w 26 spotkaniach. Był jednym z najważniejszych powodów, dla których ta drużyna znalazła się tak blisko największego sukcesu.
Ostatecznie Puchar pojechał na Florydę. Calgary zostało z rozczarowaniem, ale również z jednym z najbardziej pamiętnych występów w historii organizacji.
Dwukrotny zdobywca 50 bramek w jednym sezonie, sześciokrotny uczestnik Meczu Gwiazd NHL, dwukrotny mistrz olimpijski. W Vancouver w 2010 roku to właśnie jego podanie otworzyło Sidneyowi Crosby’emu drogę do zdobycia złotego gola przeciwko Stanom Zjednoczonym. Ten obrazek zna chyba każdy kibic, który interesował się hokejem w tamtym okresie.
I teraz właśnie ten człowiek ma poważne problemy zdrowotne.
Nagranie wywołało niepokój. Iginla postanowił wyjaśnić sytuację
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
Abonament miesięczny | 27 zł |

