Są mecze, które ogląda się z kubkiem zimnej herbaty. Bo zanim zdążysz dopić, coś się dzieje i herbata ląduje na stoliku. Czwarty mecz finału Pucharu Stanleya był właśnie taki. Golden Knights przegrali u siebie 3:5 z Caroliną i seria jest wyrównana 2-2. Do dwóch zwycięstw. Jedziemy do Raleigh.

Zacznijmy od tego, czym ta seria już jest. Po raz pierwszy w historii finałów Pucharu Stanleya każda z przegranych drużyn we wszystkich czterech dotychczasowych meczach trafiała co najmniej trzy razy do siatki. Trzy gole i przegrana. Znowu trzy i przegrana. Cztery i przegrana. I teraz Vegas z trzema, i przegrana. A obok tego, po raz pierwszy w historii tego trofeum, w czterech kolejnych meczach ta, która przegrywała wielobramkową różnicą, za każdym razem doprowadzała przynajmniej do remisu. W pierwszym meczu Vegas odrabiało dwie bramki straty. W drugim Carolina odrobiła dwie w ostatnich 10 minutach. W trzecim Hurricanes gonili wynik 4:0. W czwartym Vegas dwukrotnie wychodziło z dwubramkowej dziury i wyrównywało. A potem przegrało.

Colton Sissons powiedział po meczu wprost: „Ciężko szukać jednego wytłumaczenia. Dwie drużyny idą na całość i trafiają. Wyrównane mecze, ale więcej goli niż do tej pory byliśmy przyzwyczajeni.” Trudno się z tym nie zgodzić. Nie ma tu żadnej głębszej filozofii. Jest hokej, który eksploduje co 10 minut i robi to z rozkoszą.

Zaczęło się błyskawicznie i źle dla gospodarzy. Logan Stankoven, 173 cm wzrostu zebrał krążek przy bandzie za bramką i wbił go backhandem obok Cartera Harta. 11. gol w tej fazie pucharowej dla Stankovna, najlepszy wynik w drużynie, drugi w historii Caroliny. I o jeden mniej niż rekord klubu należący do jego własnego trenera, Roda Brind’Amoura, ustanowiony podczas triumfalnej drogi po puchar w 2006 roku.

Dwie minuty i 22 sekundy później Jackson Blake dorzucił drugie trafienie, podanie od Taylora Halla, zaraz po wygaśnięciu przewagi Vegas. W T-Mobile Arena zrobiło się cicho.

Mark Stone trafił przy zaledwie drugim strzale swojej drużyny i zrobiło się 1:2. I wtedy

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni
22 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni
60 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni
108 zł
Anuluj

4 KOMENTARZE

  1. Wszyscy coraz bardziej zmęczeni i zdekoncentrowani.
    Co robiło czterech graczy Knights wokół Jarvis’a, który związał ich w boju, posyłając gumę do Ehlersa a ten do Staala, który z kolei miał tyle czasu że zrobił farfocla z forhendu i zdążył upaść nie atakowany by zakończyć to beckhandem w genialnym stylu?!
    Znowu niebywałe kuriozum …

  2. Tak z innej mańki ,jak ktoś śledzi finały nba to tam tez dzieją sie cyrki, 4 mecz to przejdzie nie tylko do historii finałów ale i play off, w tym roku w finałach hokej i kosz urywają głowę ,

Comments are closed.