Przez niemal 40 minut wyglądało to jak morderstwo z premedytacją. Finlandia prowadziła 2:0, grała zdyscyplinowanie, skutecznie i z zimną krwią godną narodu, który zbudował potęgę na cierpliwości oraz precyzji. Kanada pozbawiona kapitana i pogrążona w nerwowym bezładzie wyglądała jak drużyna, która przyjechała na wakacje. A jednak Nathan MacKinnon z golem w przewadze, na 35,2 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry, oszukał Juuse Sarosa i posłał kanadyjskich kibiców w trans zbiorowej ekstazy. Kanada wygrała 3:2 i zagra w finale o złoty medal. Ale po kolei. Bo ta historia zasługuje na opowiedzenie od początku.

Bez Crosby’ego, bez Morrisseya – plan B od pierwszej minuty

Jeszcze przed pierwszym krążkiem było wiadomo, że Kanada staje do tego meczu poważnie uszczuplona. Sidney Crosby kapitan, ikona, człowiek-instytucja nie zagra. Kontuzja doznana w ćwierćfinale z Czechami wyeliminowała go ze składu. Bluzę z C przejął Connor McDavid. Na dokładkę niedyspozycyjny okazał się obrońca Josh Morrissey, którego absencja miała boleśnie dać o sobie znać przez znaczną część meczu.

Trener Jon Cooper stanął więc przed zadaniem, którego żaden szkoleniowiec nie chciałby dostać na tacy: budować drużynę na bieżąco, testując formacje i sprawdzając, kto jest gotowy na hokej o najwyższą stawkę. To, co Cooper zrobił w trakcie meczu urządzając dosłownie próby na lodzie i bezlitośnie rotując składami okazało się jedną z kluczowych decyzji całego turnieju.

Finlandia z kolei przybyła do Mediolanu bez swojego najważniejszego zawodnika Aleksandra Barkova. Kapitan Finów, uważany przez wielu za najlepszego centra-broniącego na świecie, kontuzjowany obserwował turniej z boku. A jednak jego drużyna dotarła do półfinału, prezentując hokej taktycznie wysmakowany i fizycznie bezkompromisowy. Trener Antti Pennanen przed meczem skonsultował się nawet z Barkovem w sprawie sposobów na spowolnienie McDavida a ten miał przecież bezpośrednie doświadczenie z walki z Edmonton w dwóch ostatnich finałach Pucharu Stanleya.

Pierwsza tercja: Finowie grają swoje, Kanada się gubi

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni
22 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni
60 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni
108 zł
Anuluj

4 KOMENTARZE

  1. Kiedy jesteś kibicem Kanady i myślisz ze po meczu z Czechami juz takiego thrillera nie bedzie to ona mówi ,ta ? To potrzymaj mi piwo i pa tera

  2. Szkoda Michał, że nie napisałeś o jednej ważnej rzeczy. Gol na 2-2 nie powinien być uznany, bo chwilę wcześniej Marchand albo Bennett wpieprzył się w Sarosa, uniemożliwiając mu później dobre ustawienie się. Patrząc na tę sytuację, rozumie się doskonale co miał na myśli trener Czechów mówiąc, że grając z Kanadą gra się przeciwko 6 zawodnikom (chociaż oczywiście trzeba dodać, że bardzo niefortunnie dobrał słowa).
    Dlatego pisząc ten komentarz w poniedziałek, cieszę się cholernie, że USA wygrały ten finał.

Comments are closed.