Siedzi przy stoliku obok Shawna Horcoffa, tymczasowego menedżera, który zarządza Detroit od tygodnia i już musi tłumaczyć się z cudzych problemów. Larkin ma na sobie dres, nie łyżwy. Bark go boli, złapał to podobno na siłowni, w pierwszym dniu obozu, dokładnie wtedy, gdy każdy dziennikarz w promieniu stu kilometrów czekał, żeby zapytać go o najgorętszy temat lata. Przypadek? Może. Ja w przypadki wierzę tyle, co w to, że ktoś ogląda drugi sezon serialu „Dżentelmeni” dla fabuły, a nie dla Guya Ritchiego rzucającego kolejnym efektownym cwaniactwem. Coś tu śmierdzi, i nie chodzi wcale o szatnię po treningu.

Bo spójrzmy, co właściwie usłyszeliśmy w czwartek. Larkin przemówił pierwszy raz od czerwca, kiedy to na świat wyszła wiadomość o jego prośbie o transfer z jedynej organizacji, w jakiej grał zawodowo od 11 sezonów, sześciu jako kapitan. I co powiedział? Że nie żałuje. Że to była trudna decyzja, przemyślana, nie żaden impulsywny wyskok. Że są odpowiedzi, których fani chcą, ale on „nie jest gotowy” ich udzielić, i może nigdy nie będzie. Kurwa, człowieku, minęły trzy miesiące. Cały letni okres transferowy przeleciał, cała drużyna zdążyła się spakować na obóz, a on wciąż tkwi na etapie „to skomplikowane, to osobiste”. To nie jest napięta zagadka jak w nowej „Lalce”, gdzie widz czeka do ostatniego odcinka, żeby poznać rozwiązanie. To po prostu brak odpowiedzi, ładnie zapakowany w papier prezentowy.

Zestawmy to sobie z tym, jak swoje niezadowolenie załatwili inni chłopcy ze złotej reprezentacji USA z Mediolanu-Cortiny. Brady Tkachuk chciał opuścić Ottawę i po prostu to zrobił, bez owijania w bawełnę, bez czekania do września, wylądował na Florydzie obok własnego brata, gotowy grać już przy pierwszym krążku sezonu. Zach Werenski miał już dogadany transfer do Dallas i w ostatniej chwili sam go zawetował, bo jednak wolał zostać tam, gdzie był. Dwie skrajności, obie klarowne jak szkło. A Larkin wybrał trzecią drogę: zażądał wyjścia, wręczył klubowi liścik z trzema adresami, po czym przez całe lato milczał jak zaklęty, a teraz jesienią tłumaczy się mgławicowymi zdaniami, które nic nikomu nie mówią.

A propos tej listy. Florida, Minnesota, Vegas. Akurat trzy kluby, w których grają jego koledzy z kadry olimpijskiej. Ładnie to wygląda z boku, prawda? Chłopaki chcą razem powalczyć o Puchar Stanleya, sentyment z turnieju, chemia, wspólne zdjęcia z podium. Tylko że taka lista związała ręce Yzermanowi skuteczniej, niż zrobiłby to jakikolwiek agent specjalnie wynajęty do sabotażu. Panthers są niedawno upieczonym dwukrotnym mistrzem i nie oddadzą niczego wartościowego za 30-letniego centra, choćby najlepszego w mieście. Vegas jest u szczytu formy. Minnesota owszem, coś tam pokazywała, ale nie na tyle, żeby Detroit poczuło się usatysfakcjonowane wymianą swojego lidera punktowego. Efekt: żadnej oferty nie do odrzucenia, sezon startuje, a Larkin nadal jest w Detroit, z kontraktem wartym 8,7 miliona dolarów rocznie na kolejne pięć lat. Ktoś chciał wyjść eleganckimi drzwiami frontowymi, a utknął w progu z nogą przytrzaśniętą framugą.

A skoro już o tym słynnym liście życzeń mowa, to najnowsze doniesienia zza kulis obnażają kolejny poziom absurdu tej sytuacji. Okazuje się, że na stole leżał ponoć gotowy układ z

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni
22 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni
60 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni
108 zł
Anuluj